sobota, 12 marca 2016

51. O starych książkach słów kilka (okiem Aredhela). #Refleksje Aredhel #2

Suilad!
Uwaga! Poniższy tekst jest zbiorem subiektywnych przemyśleń, należy go traktować z lekkim przymrużeniem oka ;). Został zainspirowany refleksjami innych kolegów i koleżanek "po fachu".

Większość z was zapewne ma w domu półkę lub regał, którą sukcesywnie uzupełniacie i z dumą stawiacie na niej swoje ulubione powieści.
Książkoholicy układają książki kolorami, wysokością lub też robią to całkiem losowo. W każdym bądź razie zazwyczaj taki regał/półka przedstawia sobą zbiór kolorowych, świeżo pachnących tomów.

Jednak wierzę, że każdy posiada też w domu choćby jedną starą książkę, z pożółkłymi stronami, zaczytaną przez całą rodzinę niemal na śmierć.
Przyjrzyjmy się jej bliżej.

Oto moja przykładowa, zdezelowana książka:




Jaka jest, każdy widzi ;). To "Ania z Zielonego Wzgórza" mojej Mamy, którą czytałam i ja.  Ma złamany grzbiet, pozaginane rogi, przetartą okładkę, posklejane taśmą strony. I właśnie to jest w niej wyjątkowe. Okładka może nie jest jakaś wybitna, ale mnie się bardzo podoba.
Ankę czytałam chyba 2 albo 3 razy. Na pewno jakiś raz to była lektura szkolna, ale ogólnie ta powieść przywędrowała do mnie przez Mamę właśnie :). Uwielbiam Anię i na pewno jeszcze nie raz do niej wrócę.

Po raz pierwszy została wydana ponad 100 lat temu, bo w 1908 roku. Czy to nie jest niesamowite? W historii świata to tylko jedno mrugnięcie okien, ale mimo wszystko sporo się zmieniło przez ten wiek. Takie stare wydanie dodatkowo pogłębia wrażenie okna na przeszłość. Czytając stare książki, które zostały napisane tak dawno można się poczuć damą w bufiastej sukni przy filiżance herbaty albo dżentelmenem z cylindrem i fajką. Wyobrażacie sobie czytać np. "Dumę i uprzedzenie" w wydaniu sprzed kilkudziesięciu lat *.*? Taką z pożółkłą okładką z czarno-białą starodawną ilustracją?

Ostatnio trochę sobie nad tym rozmyślałam i wysnułam wniosek, że ogromnie chciałaby posiadać półeczkę ze starymi utworami w starych wydaniach. Ale nie z byle jakimi, tylko tymi, które naprawdę uwielbiam.
Pamiętam, że "Silmarillion" Mistrza Tolkiena wypożyczyłam z biblioteki. Okładka była w kolorze zgaszonej zieleni, powleczona à la materiałem z teksturą. Jedyne co, to miała wytłoczony tytuł. Została naprawdę wymęczona.
Wtedy pochłaniałam Sila po raz pierwszy, a Sil to był kolejny wielki krok w mojej obsesji na punkcie władców ^^.
Pomyślcie tylko. Tolkien stworzył i myślał o Śródziemiu jako czymś antycznym, czymś co istniało i zniknęło na długo przed Wielką Brytanią. Czytanie o upadkach oraz wzlotach potężnej krainy, od momentu jej stworzenia i przebudzenia elfów, w książce, która wygląda jak z poprzedniego stulecia. Magiczne *.*.



Wracając jeszcze do Zielonego Wzgórza:
Teraz dostępne jest naprawdę ładne wydanie Ani, ale nie rwę się do kupna nowych tomików. Nieruszane, ściśnięte i błyszczące bielą strony czasem wydają mi się takie...obce. Mój egzemplarz jest... no mój właśnie. O to się rozchodzi. Spędziłam przy nim kilka, może nawet kilkanaście godzin swojego życia, zatopiona w Avonlea. Taka książka jest już... Hm, udomowiona :). Znam dźwięk szelestu jej kartek, codziennie przelotnie na nią patrzę.
Pozwolę sobie zacytować:

"Książki kochają każdego, kto je otwiera, dając mu poczucie bezpieczeństwa i przyjaźni, niczego w zamian nie żądając. Książki nigdy nie odchodzą, nawet wtedy gdy się je źle traktuje."
Cornelia Funke

No a poza tym... Rysunki! Które wydawnictwo decyduje się teraz na umieszczenie ilustracji w powieści? Tych tutaj nie można nazwać wyżynami sztuki - nabazgrane jakby piórem i proste, choć z pomysłem. Dość charakterystyczne dla starszych wydań.




Stare książki mają swój niepowtarzalny klimat. Niepowtarzalny zapach i sposób, w jaki czuje się je pod palcami. Niosą ze sobą nie tylko historie zawarte na papierze, ale też ludzi, który je czytali. Pewnie wiele razy słyszeliście, że ktoś odszukał, a może nawet i sami znaleźliście jakieś notatki na rogu strony albo listy włożone między kartki?
Podróż w czasie bez wehikułu :).

A że zniszczone... Generalnie jestem zdania, że książka jest od czytania, a nie od ładnego wyglądania na półce. Niech się gną rogi i grzbiety. Nie zmieni to treści, która jest przecież najważniejsza.
No i kto by choć raz przypadkowo nie zalał powieści herbatą albo zabrudził jakąś przekąską? Mówi się trudno i żyje dalej. O ile potem jej nie sprzedajecie albo nie jest to egzemplarz z biblioteki, to nic się przecież nie stanie ;). Wręcz przeciwnie, to tylko kolejne wspomnienie, które kiedyś odnajdziecie i przypomnicie sobie scenę tak zabawną, że trzęsąc się ze śmiechu wylaliście napój :).

Kończąc już.
Chciałam też powiedzieć, że warto sięgać nie tylko po nowości wydawnicze, ale poza tym czytać równie wartościowe książki z poprzedniej dekady czy stulecia :).
Ostatnio coraz bardziej mnie kusi "Duma i uprzedzenie" ;).
No a potem rozmawianie i fangirlowanie na punkcie XIX-wiecznej powieści bywa naprawdę zabawne ^^.

A jakie wy macie na ten temat przemyślenia :)?
Ehm, i gratuluję temu, kto dotrwał do końca :P.
Aredhel

38 komentarzy:

  1. Ale miło mi się Ciebie czytało :D Pisz tak więcej, strasznie mi się podoba *,*
    W sumie to jestem lekką pedantką jeśli chodzi o książki. Z mocnym ubolewaniem patrzę na moje Mroczne Umysły, które, choć były zaledwie u 3 osób, wyglądają jak u 30 co najmniej... Jednak uświadomiłaś mi, że nie jest to najgorzej, bo dodaje jej to życia :D

    Pozdrawiam,
    Cmentarz Zapomnianych Książek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie ogromnie miło to słyszeć <3.
      Kto by tam choć trochę nie był pedantyczny ;). Ale czasem warto spojrzeć na to inaczej - skoro książka jest czytana, to znaczy że dobra ;D.

      Usuń
    2. W sumie masz rację :D
      Nominowałam Cię do TAGU! Mam nadzieję, że go wykonasz ^^

      Usuń
    3. Jasne, z przyjemnością ^^

      Usuń
  2. Stare książki mają klimat jak najbardziej. Lubię ich zapach i wszystko co się z nimi wiąże. Dobrze, że takie dawne wydania etc. nie są niszczone ale archiwizowane :)
    Zapraszam w wolnej chwili do mnie na konkurs. Do wygrania fenomenalna książka "Raven" Sylvain Reynard! która ma swoją premierę już niebawem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, szkoda marnować książkę, jeśli jest dobrze zachowana albo po prostu tak stara, że unikatowa :).

      Usuń
  3. Nie bez powodu u mnie czasem pojawiają się mało znane i stare pozycje ;) Fajnie czasem wygrzebać coś 'nowego' ze sterty staroci.
    Zniszczone mi nie przeszkadza - problem pojawia się tylko, gdy książce brakuje stron.. a i tak bywa.
    A obrazki dziś można znaleźć w masie wydań z Fabryki Słów <3
    drewniany-most.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O nie, brak stron to zuo.
      No to muszę gdzieś dorwać i przejrzeć jakąś książkę od nich :D.

      Usuń
  4. Ja za starymi wydaniami nie przepadam, nie podoba mi się to, że takie książki często są zniszczone (chociaż z drugiej strony to dodaje im uroku), nie lubię też pożółkłych kartek, ale muszę przyznać, że przedwojenny Robin Hood jest perełką w moim księgozbiorze :D
    Buziaki, Lunatyczka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dopóki nie są zniszczone na tyle, żeby się ich nie dało czytać, to jak dla mnie oddaje to urok książek ;).
      Przedwojenny Robin Hood *.*!

      Usuń
  5. dotrwałam do końca, bo całość jest ciekawa :) zgadzam się z Tobą, że stare książki mają w sobie historię, dlatego lubię grzebać na strychu i znajdować stare książki mojego taty - natknęłam się właśnie na Sillmarillion, stary, zniszczony. na urodziny dostałam też nowe ilustrowane wydanie. i wiesz co, bardziej ciągnie mnie do tego starszego :) na strychu znalazłam też trzy pierwsze części Ziemiomorza U. Le Guin, dzięki temu dowiedziałam się o tych książkach. A Ania... uwielbiam ją, wiele razy czytałam w przeszłości i zdecydowanie widać to po posiadanym przeze mnie wydaniu. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niezmiernie miło mi to słyszeć :D!
      Ooo, Sil *.*. Zazdroszczam obu, ale czytanie go w wersji starszej jest naprawdę świetne, polecam ;)!
      Fajnie, że możesz tak sobie grzebać na strychu i odkrywać "skarby" ^^.

      Usuń
  6. Kocham stare książki, za ich zapach, treść oraz inny styl pisania. Nie mogę też zapomnieć o tym o czym napisałaś; o ich wyjątkowości przez podarte strony, wygięty grzbiet, zagięte rogi, plamy, sklejenia taśmą. To nadaje im taki magiczny, a zarazem tajemniczy wygląd. "Ania z Zielonego Wzgórza" to książka, która była, jest i będzie uwielbiana♥ Bardzo lubię takie posty w Twoim wykonaniu, mam nadzieję, że pojawiać będą się częściej i więcej :) Pozdrawiam :*

    http://k-a-k-blogrecenzencki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, magiczny i tajemniczy to zdecydowanie są słowa, które idealnie opisują stare książki ^^.
      Dziękuję, strasznie miło mi to słyszeć <3.

      Usuń
  7. Akurat tak się składa, ze mam dokładnie taką samą Anie w domu xD Jak zobaczyłam ją na zdjęciu to takie "Ej! Panie co Pan co jes no", aż musiałam sprawdzić jej obecność w szafce.
    Ooo tak, te starsze książki mają śliczne rysunki i w sobie to COŚ.
    Jednak nadal mnie boli, gdy na nowej książce pojawia się pierwsze zagięcie (ghiaaaaa </3 )
    Pzdr!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znasz dnia ani godziny, kiedy wejdę przez okno i cię okradnę >:). XD
      No wieeem, to pierwsze jest najboleśniejsze :P

      Usuń
  8. Uważam tak jak Ty - książki są do czytania a nie do ładnego wyglądania na półce i dlatego nie ma dla mnie znaczenia czy książka jest nowa, czy stara. Póki nie brakuje w niej stron lub nie są tak zniszczone, że nie mogę ich przeczytać, póty jej wygląd nie ma dla mnie znaczenia. No, w bibliotece trochę ma - mając do wyboru książkę w nowej oprawie lub w starej wybiorę tę w nowej, bo raz miałam nieprzyjemności za zniszczoną książkę, której nie zniszczyłam sama a była taka jak ją wypożyczałam.
    Co do wieku powieści jakie czytam, po kątem właśnie czasu, w którym powstała, to czytam bardzo różnie. Na blog trafiają głównie nowe powieści, ale czytam sporo starszych na studia lub żeby nadrobić to, czego dawniej nie przeczytałam, a uważam, że powinnam. "Dumę i uprzedzenie" właśnie czytam, miła książeczka, ale zdecydowanie wolę "Wichrowe Wzgórza", które naprawdę pokochałam.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Amen!
      To niefajnie, ja z książkami z biblioteki to zawsze się boję, czy czegoś nie poniszczę xd.
      "Wichrowe..." też mam w planach, w końcu te wszystkie zachwyty muszą być czymś uzasadnione ;)!

      Usuń
  9. Zgadzam się, stare książki mają w sobie to coś.
    Naprawdę dziwię się ludziom, którym nie odpowiada ich zapach.
    Pozdrawiam! :)

    napolceiwsercu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie lubić zapachu książek?! Ale... Ale jak to D:? Nie zrozumiem tego ;-;.

      Usuń
  10. My też mamy kilka egzemplarzy w takim stanie :) Te książki mają swoją duszę :) Na pewno zostaną u nas na zawsze :)
    PS Ciekawy blog i z miłą chęcią zostajemy na dłużej :)

    Buziaczki! ♥
    Zapraszamy do nas :)
    rodzinne-czytanie.blogspot.com

    + obserwujemy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, świetnie powiedziane: mają duszę :).
      Dziękuję, naprawdę miło mi to słyszeć :D!

      Usuń
  11. Hej nominowałam cię do zrobienia Liebster Blog Awards, więc jeśli masz ochotę to serdecznie zapraszam!! :) http://wswiecieksiazkow.blogspot.com/2016/03/liebster-blog-awards.html

    OdpowiedzUsuń
  12. Uwielbiam takie stare książki! A ilustracje w tym wydaniu są cudne.

    czasdlaksiazki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja książki układam zawsze od największej do najmniejszej XD
    Nie wiem czemu, ale nigdy nie przepadałam za tą historią. Wszyscy się nią tak zachwycali, tylko ja mówiłam "Błeee". Moją niechęć do "Anii..." pogłębił fakt, iż przedstawialiśmy ją z kółkiem teatralnym na przeglądach i nic nie zajęliśmy (choć moim zdaniem nie poszło nam najgorzej!).
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak często robię ;D.
      Widzę, że poważna trauma, ale może jeszcze kiedyś dasz Ance drugą szansę :)?

      Usuń
  14. Oczywiście, że mam takie książki. Przeszły prze tyle osób, tyle bliskich osób <3
    Większość takich książek są mojej mamy odziedziczone prze ze mnie <3
    Zapiskizgredka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książki od mamy to najlepsze książki ;).

      Usuń
  15. Uwielbiam takie stare, pożółkłe egzemplarze książek. Potrafią przywrócić wspomnienia, a tu już duża wartość. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Jejkuuuu, ależ długo mnie tutaj nie było! Przepraszam najmocniej, już powracam do normalności! D: Jakże się cieszę, że trafiłam akurat na taki *świetny* post - akurat będę mogła się wypowiedzieć, bo tak się składa, że mam w domu biblioteczkę z popularnymi klasykami - same pierwsze wydania, niektóre mają po kilkadziesiąt lat. Nie wiem czy to takie zboczenie zawodowe mojej Mamy, która jest z zawodu historyczką i nauczycielką języka polskiego, w każdym razie w okresie swojej młodości nagromadziła masę lektur szkolnych w twardych obwolutach. Krzyżacy, Anna Karenina, Pan Wołodyjowski, Lalka Bolesława Prusa, cały Szekspir - to mam na myśli. ;) Niektóre mają naprawdę imponujący rok wydania i całkiem niezły stan. Poza tym, muszę przyznać, że kilka lat temu nie znosiłam starych książek, bo kojarzyły mi się z niezrozumiałym językiem, cieniutkimi, pożółkłymi stronicami i okropną maszynową czcionką. Teraz zdecydowanie bardziej je doceniam, a ostatnio podkradłam Mamie egzemplarz "Największa jest miłość" - zbiór opowiadań w małej książeczce wydanej zaraz po drugiej wojnie, która nawet nie ma autora. W każdym razie trzymam ją w szufladzie przy biurku i za każdym razem wzbudza we mnie niezwykle sentymentalne uczucia. :)
    Pozdrawiam i życzę Wesołych Świąt! ♥
    The heartlines books

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przejmuj się, każdy ma swoje życie ;). Ale naprawdę cieszę się, że nie zapomniałaś i zaglądasz do mnie :D. ♥
      Wooow *.*. Niesamowite *.*. Taki zbiór to naprawdę gratka książkowa :D.
      Brak autora musi dodawać tajemniczości, kiedy się czyta :).
      Mogę powiedzieć tylko jedno: zazdro ;D.

      Usuń
  17. Oj te stare książki są najlepsze. Lubię wracać nawet do tych, które leżą okurzone na strychu, zapomniane, ale czytane w dzieciństwie... Nagle wraz z książką wraca dzieciństwo, super...
    Obserwuję:)
    http://zyciepelnekoloru.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magiczne, prawda?
      Niezmiernie mi miło ^^

      Usuń
  18. Ostatnio coraz częściej ciekawi mnie klasyka:)
    Pozdrawiam!

    napolceiwsercu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz motywuje, zostaw po sobie ślad :). Możesz też dodać link do swojego bloga, na pewno zajrzę.
Odpowiadam na prawie każdy komentarz, nawet jeśli trochę mi to zajmuje ;).
Mam nadzieję, że zostaniesz na dłużej ^^.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...